Jedną z największych zalet Drakensang: The Dark Eye jest jego bogate polskie wydanie. Mając trudne zadanie, ze względu na dużą konkurencję ze strony takich superprodukcji, jak Dragon Age czy Fallout 3, Techland, polski dystrybutor Drakensang, robił wszystko, aby zwrócić uwagę na tę dobrze zapowiadającą się grę. Przede wszystkim postarał się o to, aby jej premiera nastąpiła na aż ponad półtora miesiąca niż premiera światowa – 10 grudnia 2008.
Trzeba przyznać, że Techland nie poskąpił Edycji Kolekcjonerskiej tej gry gadżetów. Za cenę niemal dwukrotnie większą od wersji podstawowej znajdziemy w niej, oprócz samej gry, instrukcję do niej, obszerny, ponad 100-stronicowy poradnik, drzewko umiejętności specjalnych, duży plakat (format A3), płytę ze ścieżką dźwiękową (świetna rzecz na sesje RPG), mapę Aventurii, kartę postaci z oryginalnego systemu The Dark Eye, smycz i koszulkę Drakensang, metalową figurkę Krasnoludzkiego Władcy oraz tajną wiadomość, dzięki której w grze będziemy mogli zdobyć unikatowy przedmiot poprawiający statystyki postaci. To wszystko opakowane w duże, atrakcyjne pudełko.
Edycja ta sprawia, że z pewnością wielu fanów cRPG ma teraz dylemat, czy warto poświęcić na nią dodatkowych kilkadziesiąt złotych i cieszyć się tym ogromnym zestawem, czy też zadowolić się podstawową wersją Drakensang: The Dark Eye.
Grę już od kilka dni można zamawiać w takich sklepach, jak MSW, Empik czy gram.pl. Wysyłka planowana jest na dwa dni przed premierą, a więc 8 grudnia, tak by najpóźniej w dzień premiery wszyscy, którzy zamówili Drakensang w pre-orderze, mogli się nim cieszyć.
Z pewnością to, czy niemiecka produkcja odniesie u nas sukces, będzie zależało od tego, jak twórcy zrealizowali swoje szumne zapowiedzi. Czy otrzymamy „duchowego następcę Baldur’s Gate”? Szczerze w to wątpię. Ale nadzieję mieć warto.
